Shisha Club - Sahara (Łódź)

Kategoria: ŁódzkieShisha Club



d4r0
2009-12-21, 22:41
klub na ulicy Piotrkowskiej 143.

W ofercie tytonie al-fakhera.
Cena - 20zł ;O
dostępne smaki: wiśnia, jabłko, banan, mięta, pomarańcza, mandarynka, kokos, winogrona, melon, mango, truskawka i wieloowocowy.

Lokal jako miejscówka, jest całkiem całkiem ;] po wejściu czuć kadzidełka jakie można zakupić w przejściu podziemnym wchodzimy do pierwszego pomieszczenia, gdzie jest bar na którym stoją sziszki, chyba dla szpanu chociaż nie wiem czy jest jakiś cel w szpanowaniu turystycznym badziewiem. Jest to pomieszczenie dość małe, są w nim skórzane kanapy, ale idziemy dalej i mamy już sporo większe, gdzie dookoła pod ścianami są rozłożone kanapy i pufy. To drugie pomieszczenie przypomina trochę sale na jakieś wesela itp nie ma żadnych ścianek odgradzających co mi troche przeszkadzało, ponieważ nie było tam za grosz prywatności Pod sufitem kręcą się 2 kule imprezowe(?) rodem z lat 80, nie wiem po co. Sufit sprytnie przykryty jest materiałem.
Teraz o samym paleniu.
Po zamówieniu sziszki szanowna Pani kelnerka przyniosła, postawiła i prawie uciekła ;] nic nie powiedziała. Węgielki of kors samorozpałki, nie wiem jakie. Brak pierścienia, a dziur w sreberku było może z 15. węgiel położony był wybrzuszeniem do strony sreberka, co było tłumaczone, że tak się dłużej pali... dymu było tyle ile na mrozie się wydostaje z ust jak się długo stoi na przystanku - prawie nic. Po chwili żenującego palenia postanowiłem chociaż troche zapalić jak człowiek i odwróciłem węgiel o 180 stopni w płaszczyźnie poziomej. jak zaczeliśmy delikatnie ciągnąć, to mieliśmy więcej dymu niż 5 innych rozpalonych sziszek razem wziętych. Fakt, palenie zostało skrócone, przez brak pierścienia, ponieważ po jakichś 20 minutach tytoń się przepalił, ale lepsze 20 minut normalnego palenia, niż godzina popykiwania niewiadomo czego ze śmiesznymi ilościami pseudo dymu. po skończonym paleniu postanowiłem zajrzeć do cubycha. To co zobaczyłem będzie mnie prześladować w najgorszych koszmarach przy których będę się budził z krzykiem do końca życia... W cybuchu było NAJE**NE tyle tytoniu, że oni ledwo zawinęli sreberko. No normalnie jak ze 3 porządne nabicia do normalnego palenia. Całość of kors wypalona do stanu suchego chrustu, ale smak palenia został zdecydowanie popsuty przez tytoń który niemalże stykał się z węgielkiem pod sreberkiem.
Ogólnie już tam na pewno nie przyjdę na sziszke... na piwo też nie 7zł za siki w szklance to o 6zł za dużo. Generalnie żal mi było płacić rachunek, ale przynajmniej wam oszczędze rozczarowania jakie mnie spotkało po wizycie w tym LOKALU.
detalone
2010-01-07, 15:17
d4r0, dobrze, że napisałeś tą reckę, bo mi się zupełnie nie chciało   


w lokalu tym byliśmy podczas jednego ze spotkań łódzkich i niestety wrażenia były takie same. Fajka tragicznie przygotowana, podczas palenia było czuć poprzednie nabicie, zapieczony zaworek, przez co nie dało się przedmuchać fajki oraz przypalająca się nakhla ubita maksymalnie jak się tylko dało.

Ocena:

Przygotowanie fajki: 2- (pomimo, że robił to arab od przygotowania fajek, to miernie oceniam jego umiejętności. Poczytał by trochę na forum o przygotowaniu fajki i lokal wypadłby zupełnie lepiej w tej ocenie)
Dostępność smaków: 3 (Nakhla na 12 sposobów podawana z samorozpałkami... blee...)
Cena nabicia: 3 (20zł czyli w normie dla lokali)
Wystrój: 4
Klimat i muzyka: 4 (atmosfera ok, muzyka arabska, ale zdecydowanie za głośna)

Ogólna ocena: 3-

Nie wiem czy ktoś z właścieli lokali czyta recenzje na swój temat, bo w wielu miejscach przydałoby się zrobić sporo zmian.
Selah
2010-01-07, 16:29
Skoro koledzy się zebrali na zrecenzowanie tego przybytku uciech, to ja też się zmotywuję.


Strona internetowa klubu.

W Saharze byłam raz, właśnie podczas tego łódzkiego spotkania. Byliśmy zmuszeni opuścić poprzedni lokal, ponieważ rozpoczynała się impreza zamknięta. Jako, że nie chcieliśmy się jeszcze rozstawać, postanowiliśmy wybrać kolejny lokal, coby jeszcze popalić. Wybór był ciężki, ale padło na Saharę - i to była zła decyzja.

Wejście do klubu jest zupełnie niepozorne, gdybym była sama to na pewno chwilę by mi zajęło jego odnalezienie, ale to ze względu na to, że u mnie orientacja przestrzenna leży i kwiczy radośnie.
Enyłej, weszliśmy. Pierwsze pomieszczenie jak pisał d4r0 mniejsze, kilka stolików zupełnie pustych, może to pomieszczenie dla VIPów albo szefostwa. Mały barek z wystawionymi na pokaz shishami, za barkiem członek obsługi, który zapytany o fajki nie potrafił nic powiedzieć na ich temat [ale może to wynikało z tego, że chyba niezbyt w ogóle rozumiał język polski.] Naprzeciwko tego kantorku kulturalnie siedział ochroniarz, który chyba niemiłosiernie się nudził, bo widać było, że nie ma co ze sobą począć. Mogli dać biedakowi chociaż jakąś gazetkę do poczytania.
Wchodzimy do drugiego pomieszczenia. Po lewo BAR, po prawo zdziwienie - ze ściany leci woda. Podchodzę bliżej ciekawa, czy to pękła rura? Nie, to fontanna. Nawet ładna. Wchodzimy dalej, szok. Jeden wielki hangar, światło klimatycznie przyciemnione, na środku sali dwie potężne kolumny, na wprost nas podest dla DJ'a i wywieszony telebim [niezbyt pamiętam, ale chyba leciała jakaś VIVA czy coś w ten deseń - czasem [podobno] leci Bollywoodzkie machanie brzuchem]. Większość miejsc zajętych, ludzie siedzą na kanapach, niektórzy na przystawionych pufach. Fajnie, podoba się, ale nagle orientuję się, że w całej sali nie ma ani jednego przepierzenia pomiędzy stolikami! Może właściciele chcą w ten sposób zapobiegać nadmiernemu przyrostowi małych Polaków.
Zajęliśmy miejsce. Było nas kilka osób, więc też skorzystaliśmy z puf. Łapiemy w garście menu, chwila ogarnięcia i próbujemy się dogadać co zamawiamy - prawie plujemy na siebie chcąc przekrzyczeć muzykę. Obsługo, kilka tonów ciszej, i ręczę, że zaraz zrobi się przyjemniej.
Zamówiliśmy dwie shishki, smaków już nie pamiętam. Nie czekaliśmy długo, i shishe zostały przyniesione. To co już koledzy opisali przede mną - zaworki nieczynne, węgle samorozpalające - jeden rzut oka sprawił, że zaczęła mnie już na zapas boleć głowa. Dziurek mniej niż człowiek ma swoich naturalnych. Jeszcze niezrażeni, humorem nadrabiając pierwsze słabe wrażenie, zabraliśmy się za palenie. Ciągniemy, ciągniemy, ciągniemy... dalej ciągniemy. Czyjeś silniejsze płuca w końcu doszukały się pierwszego dymu. Zaczęliśmy kombinować, przewracać węgiel, wyjęliśmy swoje szczypce [tych dodanych do fajki baliśmy się w ogóle ruszyć] i podorabialiśmy dziurek - jakoś poszło. I tu muszę nadmienić, że z tego, co rozglądałam się po sali, chyba mieliśmy najwięcej dymu ze wszystkich klientów klubu. Biedni ludzie, hyhyhyhy.
Po ok. 20 minutach bez żadnego smaku w końcu się pojawił - szkoda, że był to smak spalenizny. Skończył się jeden węgielek, a że jesteśmy twardzi, poprosiliśmy o następny [tu plus, bo węgle bez dopłaty]. Po jakim czasie poddaliśmy się definitywnie i postanowiliśmy zakończyć palenie. Z ciekawości podnieśliśmy sreberka... i tu dokładnie ta sama reakcja co w pierwszym poście. Ilością nabitej Nakhli można by obdzielić 3 afrykańskie wioski i jeszcze by spokojnie zostało. Dopiliśmy nasze napoje, zapłaciliśmy rachunek i wyszliśmy.
Ach, jeszcze odnośnie obsługi - kelnerka, która nas obsługiwała, bardzo sympatyczna dziewczyna, ale widać było, że o shishy wie tyle, że jest. I to wszystko.

Ocena poza skalą. Mogę się kiedyś tam jeszcze wybrać, jeśli ktoś ze znajomych koniecznie będzie nalegał, ale z palenia już nie skorzystam.
MANEWR1
2010-01-08, 04:13
 	  			  
smaków już nie pamiętam


A ja pamiętam Paliliśmy pomarańczę i wiśnię
Swoją drogą to pomarańcza nawet mi smakowała, nieźle byłem zdziwiony tym faktem

Chciałbym uzupełnić wypowiedzi Selah i detalone o fakt braku załączonego do fajki kominka. Pani, która Nas obsługiwała nie bardzo wiedziała o co chodzi gdy o niego poprosiliśmy

Hubert
2010-01-11, 21:53
Rzuciłem okiem na wątek i szczerze powiedziawszy jak byłem nie tak dawno w Łodzi, po spotkaniu pojechaliśmy z Keshim właśnie do Sahary. I dokładnie mam skojarzenie z VIVĄ i teledyskami, które z arabskim klimatem niewiele miały wspólnego    no chyba, że Sean Kingston i Belmundo do takowych się zaliczają   


A tak przy okazji, po usłyszeniu i dosłownej interpretacji referenu "she's fire burning on the dancefloor" rzuciłem wzrokiem na sufit i to piękne, zdobijące go płótno, po czym na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech
d4r0
2010-01-13, 01:00
dodam jeszcze tylko do siebie kilka słów:

podczas mojej ok 2 godzinnej wizytacji i bacznego obserwowania rzutnika, ani razu nie widziałem pląsającego nagiego brzucha, a raczej coś w stylu arabskiej VIVY! tak, nie pomyliłem się ;] przemyślałem co powiedziałem, bo wzrok mam jeszcze dobry

a jeszcze apropo muzyki, to rozbawił mnie fakt iż muzyka sobie leci całkowicie niezależnie od tego co jest wyświetlane przez rzutnik ;]

jeszcze powiem tylko 2 słówa na temat stawiania arabów jako "sziszarzy" którzy niby mają to we krwi. po 1 to idąc takim tokiem rozumowania, każdy chińczyk powinien robić zajebiaszcze buty nike'a, a każdy włoch kozackie spaghetti ;] a po 2 super potwierdzeniem na to, że ktoś zupełnie obcy może być lepszy niż wszyscy dotychczasowi razem wzięci jest AVATAR

cześć
pa
keshishian
2010-01-27, 16:31
Byłem w tym miejscu kilkukrotnie więc sprostuje kilka rzeczy.

Tytoń jak to w większości tego typów lokali nie powala, chociaż ostatnio jak paliłem nie był taki zły jak sobie wyobrażałem. Podejrzewam że tytoń obficie podlewają jakimś molamixem.
Tytoń był ubity pod folie i szybko się przepalił, węgielki układają tam dziurką do góry, co był większy styk węgla z folią i fajka dawała więcej dymu i aromatu. Po 45 minutach palenia nic już nie zostało. W mojej fajce zaworek działał bez zarzutu.
Ostatnim razem zauważyłem też nowe korpusy fajek i nowe węże (ala mya). Widać palarnia się rozwija.

Nie jest to zwykła palarnia fajki bo po 21 jak już kilka flaszek za barem się opróżni palarnia zamienia się w mini dyskotekę. Jak to na dyskotekach bywa, alkohol leje się strumieniami i masa ludzi próbuje tańczyć, w tym miejscu chciałbym przestrzec przed wyborową jakaś niedobra była i strasznie się strułem.
Muzykę do godziny 20-21 puszczają z CD później gra DJ, miesza kawałki europejskie (typowo hiszpańskie) i jakieś arabskie.
Obraz który pewnie widzieliście jest jakąś arabską muzyczną telewizją arabską co nadaję delikatny egzotyczny klimat. TV jest bez dźwięku, obraz daje projektor pod sufitem.

Taniec brzucha widziałem i to kilka razy, przychodzi dziewczyna, przebiera się w firankę i tańczy na środku głównej sali i po stołach. Nawet miły widok

Zawsze jak tam trafiam muszę siedzieć na głównej sali, ma to swoje zalety i wady. Wadą jest bardzo głośna muzyka, zaletą jest to że nie czuje zapachu podpalanych węgielków turystycznych z mniejszej sali. Palarnia jest w miarę czysta i wygodna, ale zawsze mnie zastanawia jak otrzymali pozwolenie na prowadzenie tego lokalu z firankami rozwieszonymi pod sufitem. Gdyby to się zapaliło w 3 sekundy ogarnęło by cały lokal.

Moja ocena:
- wygląd i klimat lokalu: 4/6
- obsługa 6/6
- sprzęt oraz tytoń 4/6
- cena 4/6
Suma 4,5 na 6 możliwych


Podobne tematy: