BMW F800GS i Yamaha Tenere XT660Z

Kategoria: Ciężki sprzęt bojowy



Mario
2008-09-04, 23:03
Cześć,


Wpadły nam dziś w łapy dwa ciekawe motocykle, które postanowiliśmy poddać naszym pseudofachowym, drakońskim i subiektywnym ocenom.
Razem ze mną w ujeżdżaniu mustangów spod znaku śmigła i kamertonu brali udział: kolega Darek - znany niektórym użytkownikom forum jako Zapierdalacz z Kołbieli, oraz Piotrek, który jako punkt odniesienia zaproponował nam swojego KTM Adventure 990 EFI . Oczywiście towarzystwo Piotrkowego Kata skutecznie ostudziło zbyt intensywne "och-y" i "ach-y" na temat naszych mniejszych osiołków ale i tak zabawa była przednia
Ale od początku: umówienie się na jazdę próbną u Fus-a na Ostrobramskiej okazało się dziecinnie łatwe, wystarczył wczoraj jeden telefon, ustna deklaracja o posiadaniu uprawnień odpowiedniej kategorii oraz odpowiedniego stroju Dziś rano podczas odbioru motocykla usłyszałem jeszcze tylko zdawkową informację o udziale własnym w ubezpieczeniu opiewającym do kwoty 1000 Euro , no ale jak się chce latać cudzym sprzętem - to trzeba być trochę ostrożniejszym, w czym świadomość istnienia takiego zabezpieczenia bardzo pomaga.
Po odbiorze kluczyków - małe oględziny i zapoznanie ze sprzętem "na sucho" - wsio normalno. Oczywiście inżynierowie z Bawarii nie byliby sobą gdyby nie wstawili jakiegoś "patentu" którym w tym przypadku okazał się system włączania i wyłączania kierunków polegający na dwóch oddzielnych przyciskach po obu stronach kiery i jednym guziorze wyłączającym po jej prawej, jednak po chwili można się do tego przyzwyczaić.
Pozycja za kierownicą jest dla mnie ok., siodło na wysokości pozwalającej mi oprzeć całe stopy na jezdni (mam 187 cm długości ), jednak w porównaniu do typowych enduraków nadgarstki są ciut bardziej obciążone.
Ustawienie kierownicy - to w ogóle sprawa dyskusyjna, bo i tak każdy będzie chciał dopasować ją pod siebie. Jak dla mnie przydałyby się 2,5 centymetrowe dystanse - zwłaszcza do jazdy na stojąco, ale o tym później.
Pierwsze wrażenia - bardzo przyjemne, motocykl jakby skrojony na miarę, nogi wygodnie obejmują imitację zbiornika, który znalazł swoje miejsce pod dupskiem, siodło twardawe ale po przesiadce z XL-ki i tak wydało się tronem. Dość krótka 1-ka, najlepiej w mieście od razu zapiąć "3" i zapomnieć o mieszaniu biegami na co pozwala niesamowita elastyczność 85-konnego silnika, który pracuje trochę jak odkurzacz . Dla kogoś kto lubi mocne pierdnięcie na przegazówce - bez jakiegoś Akrapovica się nie obejdzie.
Pierwsze kilometry jechałem bardzo ostrożnie przyzwyczajając się do sprzęta, ale po zjeździe w trasę lubelską mały GS pokazał co potrafi Dopiero po wyprzedzeniu kilku TiR-ów zorientowałem się, że mam jeszcze do dyspozycji 6-kę . Pokonywanie zakrętów - to czysta poezja, moto idzie jak po sznurku, wydaje się, że żadne pochylenie mu nie straszne, cały czas dominuje uczucie pełnej kontroli.
Nawet nie zauważyłem kiedy dojechałem na działkę - i tu kolejne zdziwko, mimo typowo szosowego bieżnika motocykl świetnie daje radę na szuterku, ba! nawet po piaszczystych łachach przelatuje z lekkim tylko wężykowaniem. Niestety jazda na stojąco wygląda dość śmiesznie bo ze względu na położenie kierownicy cały czas musiałem jechać na mocno ugiętych nogach lub z zalotnie wypiętym zadkiem .
Po chwili dojechali chłopcy z gayonbike.com (żarcik ofkors) i po szybkiej kawce pogoniliśmy na pobliską żwirownię, którą dostojnie objechaliśmy dookoła nawet nie myśląc o penetracji piaszczystych wydm w wyrobiskach (cały czas miałem w pamięci 1K Euro, a Darek jeszcze nie ochłonął po bliskim spotkaniu ze zderzakiem Passata - na szczęście w Kamertonie obyło sie bez strat).
Tutaj nastąpiła zamiana sprzętów i dalej poleciałem na XTZ-cie. Pierwsze naciśnięcie sprzęgła, "1" i ... zdechł , jeszcze raz - "1" i zdechł..., dopiero za trzecim razem udało mi się nie zadławić tego singielka. Tak się przyzwyczaiłem do Bumy, że zapomniałem o innej charakterystyce 660-ki. Odgłos silnika przypominał w porównaniu do GS-a terkotanie traktorka do koszenia trawy, pozycja jest bardziej rozluźniona, kierę można tylko muskać końcami palców.
Po powrocie na szybki szuter okazało się, że Yamaha jest chyba bardziej stworzona do przelotów po takiej nawierzchni. Mimo że obuta była w równie "uniwersalne" kapcie to typowo "endurowa" pozycja dawała większy margines bezpieczeństwa - po prostu czułem się na niej trochę pewniej. Mocną stroną Yamki jest również świetna, wysoka, turystyczna szyba, która na pewno nie wymaga poprawek.
Słabsze - w stosunku do konkurentów - strony XTZ-ty ujawniły się dopiero po wyjeździe na kręte leśne asfaltowe odcinki. Tutaj brutalna moc i mimo wszystko lepsza zawiecha GS-a pozwalały mu odjeżdżać Yamce jak i gdzie tylko chciał (niezależnie od tego kto siedział za kierą).
Na szczęście, oba motocykle zostały miłościwie pogodzone przez Advenczera Gromowładnego, który na swoich przelotowych Akrapach pohukiwał tylko na niesforne bachory i szybko pokazywał im gdzie raki zimują...

Podsumowując:
GS - to typowo uniwersalny sprzęt, który po podwyższeniu kiery i zmianie opon mógłby być sprawcą moich nocnych zmaz
XT660Z - to fajne enduro za rozsądne pieniądze, jednak dla jeźdźców podróżujących z prędkościami przelotowymi ponad 140 km/h będzie po prostu za słabe...

Myślę, że zamieszczając te opisy Ameryki nie odkryłem, ale to chyba pierwsze tego typu porównanie w necie
Jak tylko dostanę od Piotrka foty - to wstawię.


Pozdro!
Mario.

Fotki:




Pozostałych parę zdjęć znajdziecie w mojej galerii.
Marcin SF
2008-09-05, 00:26
afryki też nie odkryłeś    a tak szczerze jest strasznie późno, trochę wpyiłem i przeczytam jutro
zdzisiek
2008-09-05, 19:31
Witam,


Jak napisał Mario, uczestniczyłem w "teście" na swoim KTM (Piotrek).
BMW i Yamahą przejechałem tak naprawdę niewiele kilometrów, ale kilka spostrzeżeń się nasuneło.

Zawsze mnie interesowało jak porównują swoje motocykle z konkurencyjnymi sprzętami inne osoby, więc w ten sposób przedstawię swoją ocenę BMW 800GS i Yamaha XTZ660.

W przeciwieństwie do KTM, BMW i Yamaha pozwalają na:
- kontemplacyjną jazdę krajobrazową przy gładko pracującym silniku (głównie BMW)
- niskie koszty spalania,
- jazdę na niskich obrotach i wysokich biegach (np: 60 km/h na szóstce),

W przeciwieństwie do BMW i Yamaha, KTM pozwala na:
- szybszą jazdę w podziurawionym terenie,
- lepszą widoczność na dachami samochodów,
- zajęcie skuteczniejszej pozycji do walki z terenem.

Szczególne wyróżnienie przyznałbym BMW za niepowtarzalne heble
a w przypadku Yamahy dla Panów z działu markentingu za dobry price i 3,5 k na dodatki.

Według mnie każdy z tych sprzętów zasługuje na uwagę.
O wyborze tak zwanego "lepszego" decydują tylko przyjęte kryteria.

Piotrek
KTM 990 Adventure
MTBiker
2008-10-15, 14:03
.empty.


Podobne tematy: